
Pamiętacie zadymione salony gier w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych? Zapach tanich zapiekanek, brzęk monet i ten jeden, konkretny automat, wokół którego zawsze tłoczył się największy tłum wpatrzonych w ekran nastolatków? Kiedy na monitorze po raz pierwszy pojawił się pulsujący krwią napis „Finish Him!”, a zwycięski wojownik gołymi rękami wyrwał z pokonanego przeciwnika wirtualny kręgosłup, branża elektronicznej rozrywki uległa nieodwracalnej transformacji. Dzieło studia Midway nie było po prostu kolejną, rzemieślniczą bijatyką wypuszczoną na rynek, by zgarnąć trochę drobniaków. Stało się zjawiskiem socjologicznym, masowym szokiem kulturowym i ostatecznym koszmarem każdego troskliwego rodzica. Wydawnictwo Gamebook, konsekwentnie budujące ofertę dla graczy wychowanych w epoce monitorów CRT, wzięło ten ewenement na tapetę. Monografia „Mortal Kombat. Flawless Victory” to wehikuł czasu przenoszący nas wprost do ery, gdy kody na tajne ciosy przekazywało się szeptem na szkolnych korytarzach, a wyobraźnię napędzały legendy o rzekomych ukrytych postaciach czy sekretnych arenach.
Największą publicystyczną siłą tej opowieści jest bezlitosne odarcie procesu twórczego z nostalgicznego mitologizowania. Dostajemy tu fascynującą, niemal awanturniczą historię o tym, jak garstka zapaleńców narzuciła sobie mordercze tempo, by rzucić rękawicę potężnemu, japońskiemu „Street Fighterowi II”. Książka kapitalnie oddaje garażowy, partyzancki wręcz klimat gamedevu tamtych lat. Ed Boon i John Tobias nie dysponowali zapleczem rodem z dzisiejszych wielkich korporacji. Zamiast pieczołowicie rysować każdego sprite’a piksel po pikselu, postawili na szalony eksperyment: zaprosili przed obiektyw kamery prawdziwych mistrzów sztuk walki, by następnie przenieść ich zdigitalizowane sylwetki do kodu gry. Czytanie o kulisach tych chałupniczych sesji nagraniowych, kombinowaniu z tanimi strojami dla wojowników ninja prosto ze sklepu na Halloween czy bólach, w jakich rodziły się ikoniczne ruchy postaci, to czyste złoto dla badacza historii popkultury. Właśnie dzięki takim smaczkom lektura błyskawicznie wciąga.
Jednak „Flawless Victory” nie ogranicza się wyłącznie do roli laurki wystawionej utalentowanym programistom z Chicago. To również dogłębna analiza tego, co ów brutalny tytuł zrobił ze społeczeństwem głównego nurtu. Wirtualna przemoc wywołała w Stanach Zjednoczonych na tyle potężną moralną panikę, że sprowokowała amerykański Kongres do oficjalnych przesłuchań. Te z kolei stały się bezpośrednim impulsem do powołania systemu ocen wiekowych ESRB. Opowieść nie ucieka od polityczno-obyczajowych przepychanek, serwując pełen obraz medialnej histerii wokół komputerowego wyrywania serc i dekapitacji. Z perspektywy polskiego czytelnika to jednocześnie wspaniały pretekst do powrotu pamięcią w czasy raczkującego kapitalizmu, weekendowych giełd komputerowych i kultowych pism takich jak „Top Secret” czy „Secret Service”, gdzie na łamach działów bijatyk z pełną powagą analizowano każdą plotkę o rzekomych zwierzakach w grze (Animality) czy zamianie wroga w niemowlę (Babality).
Sukces podobnych publikacji na polskim gruncie zawsze ostatecznie weryfikuje jakość tłumaczenia. Jak dowiodły poprzednie premiery Gamebooka, wydawca ten unika cięcia kosztów na redakcji i nie powierza tekstów amatorom. Przekładu podjął się Marcin Moń, co stanowi potężną gwarancję rzetelności. Tłumacz, od lat specjalizujący się w literaturze fantastycznej i okołogrowej, brawurowo przeniósł ten hermetyczny, arcy specyficzny żargon na nasze podwórko. Tekst skutecznie omija pułapki żenujących kalek językowych, szanując fakt, że krajowi fani nigdy nie krzyczeli do siebie o „ostatecznym wykończeniu”, twardo obstając przy terminie „Fatality”. Opowieść płynie wartko, zręcznie uderzając w sentymentalne nuty, a zarazem zachowuje dynamikę, jakiej z góry oczekujemy od monografii krwawej bijatyki.
Biorąc pod uwagę rynkowe standardy, wydatek rzędu stu pięćdziesięciu złotych wymaga odpowiedniego uzasadnienia. Gamebook zdążył nas już jednak przyzwyczaić do surowego, edytorskiego rygoru. Płacimy tu nie tylko za prawo do przeczytania tekstu, ale przede wszystkim za obcowanie z przedmiotem najwyższej próby. To starannie zaprojektowany i bezkompromisowo wydany materiał kolekcjonerski. Księgę stworzono z myślą o tym, by godnie eksponować ją na półce – zaraz obok starych joypadów, zakurzonych kartridży i innych ocalałych artefaktów z tamtej pięknej epoki.
Koniec końców, „Mortal Kombat. Flawless Victory” to reportaż ostry jak harpun Scorpiona i uderzający z impetem podbródkowego od Johnny’ego Cage’a. Pozycja bezwzględnie obowiązkowa dla wszystkich, którzy ryzykowali zwichnięciem kciuka, próbując wklepać na krzyżaku pada odpowiednią sekwencję, na ułamek sekundy przed tym, jak zamroczony przeciwnik osunie się na ziemię. Gamebook po raz kolejny wydał dopracowany tytuł dla dojrzałego czytelnika, udowadniając dobitnie, że nasz lokalny rynek wreszcie dorósł do traktowania cyfrowego dziedzictwa lat dziewięćdziesiątych z należytym szacunkiem.
Wydawca: Gamebook (2026)
Więcej informacji i zdjęć znajdziecie na oficjalnej stronie książki, skąd możecie ją bezpośrednio zamówić.