“Wolności nie może obarczyć podejrzliwość. Człowiek, który postanowił być wolny, nie może mieć myśli małostkowych, drobiazgowych, wyrachowanych. Dlaczego ktoś powiedział to, a nie tamto itp. Chciałem żyć z rozmachem, rozkoszować się istnieniem. A nic tak nie pozwala poznać upojenia swobodą jak podszycie się pod obcego człowieka”.
Każdy z nas zapewne nie raz marzył, by stać się kimś innym. Czy gdyby zdarzyła się wam okazja, by wejść w skórę obcego człowieka i żyć jego życiem, tym bardziej, gdyby łączyło was ogromne podobieństwo i ta osoba byłaby martwa, czy skorzystalibyście z okazji?
Taka właśnie sytuacja przytrafia się głównemu bohaterowi ostatniej wydanej w Polsce powieści Amelie Nothomb pt. „Tak wyszło”. Pewnego dnia Baptiste Bordare otwiera drzwi człowiekowi, który prosi o możliwość skorzystania z telefonu, tłumacząc się awarią samochodu i najbliższej budki telefonicznej. I wszystko byłoby zupełnie normalne, gdyby nie fakt, że po wykręceniu nieznanego numeru nieznajomy pada trupem. Najzabawniejsze jest to, że dzień wcześniej, będąc na przyjęciu, Baptiste brał udział w wyjątkowo ciekawej rozmowie, dotyczącej sposobu zachowania się w sytuacji, gdy gość w twoim domu niespodziewanie umiera („… niech pan w żadnym wypadku nie zawiadamia policji. Niech pan wezwie taksówkę i każe się zawieźć do szpitala ze znajomym, który zaniemógł. Po przyjeździe na ostry dyżur zostanie stwierdzony zgon, a pan będzie mógł utrzymywać, mając na to świadka, że osobnik ów zmarł w drodze. Dzięki czemu dadzą panu spokój”). Niesamowity i interesujący zbieg okoliczności…
Czytaj dalej
Czytaj dalej


